środa, 3 grudnia 2014

Inny świat x1

Hej.
Niedawno opublikowałam tu notkę z postaciami do nowego opowiadania.
Oto pierwsza część.
-Dobrze~ To teraz do tablicy poproszę Hmm.. Hisae.
Wstałam i jak zawsze usłyszałam za sobą nie miłe szepty, mówiące jak zawsze raniące mnie słowa. Zawsze tylko udawałam że nie przejmuję się tym co mówią.
Tak naprawdę każde ich słowo ogromnie mnie boli, bolało i będzie boleć. szłam do tablicy i akurat na szczęście zadzwonił dzwonek. Nie musiałam się ośmieszać, jak zawsze.
Podeszłam do szafki bo to był koniec lekcji. Otwierając ją wypadła z szafki karteczka. Czasem śmieję się bo takie karteczki otrzymuję bardzo często. Wszystkie wyglądają identycznie.
Chyba ktoś je kseruje a później po prostu mi podrzuca. Heh.
Przeczytałam karteczkę z uśmiechem, bo znałam już ten tekst na pamieć.
"Jesteś nienormalna. Powinnaś umrzeć. Jak można być tak tępym jak ty? :) Serio. Nikt cię tu nie lubi. Idź się zabić. :D. Takich ludzi jak ty powinni od razu palić na stosie."
Przeczytałam na głos i zaczęłam się śmiać. Mam już tego dość. Nie radzę sobie. Rozpłakałam się i wróciłam do domu.
Wchodząc do pokoju była godzina 16:20. Mama mówiła że wychodzi o 14:00 do pracy, i wraca o 21:00.
Musi dużo pracować, by zarobić na życie. Nie mamy za dużo pieniędzy. Jest źle.
Zjadłam odgrzany obiad ze wczorajszego dnia, odrobiłam lekcje i poszłam wziąć prysznic.
Ręce okropnie mnie pieką. To przez problemy. To tylko i wyłącznie moja wina, wiem to a mimo wszystko narzekam. Nikt nie zwraca na mnie uwagi.
Więc nikt nie jest w stanie mi pomóc. Czasem myślę sobie dlaczego Ja? Ale szybko dochodzę do wniosku że nie ma większego sensu zastanawiania się nad tym.
Nie lubią mnie bo jestem biedna i brzydka. Bo nie mam najlepszych ocen. Ani żadnego talentu. Znowu płaczę.
Wyszłam z pod prysznica. Mamy dalej nie było. Godzina 21:40. Trudno. Włączę komputer i dodam swojemu tumblr'owi więcej depresyjnych obrazków.
Pora iść w końcu spać. Jest późno. A jutro znowu trzeba iść do szkoły. Wiecznego koszmaru.
Zasnęłam znowu zalewając się łzami. Kiedy ostatni raz tak naprawdę szczerze się śmiałam? Tak bez smutku w oczach? Kiedy?
Rano nadszedł czas wybrania się do tego niekończącego się piekła. Szybko zebrałam swoje rzeczy zauważając kątem oka śpiącą matkę,
Wyszłam do szkoły bez śniadania.
-Kolejny dzień koszmaru. Ech..-Wyszeptałam z nadzieją że nikt nie słyszał.
-Aaaa! Uwaga!
co?
Nie zdążyłam się obrócić, już leżałam na ziemi. Pod rowerem jakiejś dziewczyny.
-E.. Nic- Nic ci nie jest?
-Wjechałaś we mnie! Oczywiście, jest wszystko w porządku. -Powiedziałam zdenerwowana.
-Przepraszam. Nie chciałam. Możesz wstać?
-Tak-wstałam, o jest miła- A tobie nic nie jest? Przepraszam że tak się na początku zdenerwowałam.
-Nie. Ja martwię się o ciebie. Bo mną się nie można przejmować. Po za tym, jestem Mariko-Podała mi rękę.
-Hisae. Chodzisz do 6?
-To tego gimnazjum?
-No tak.
-Tak. A ty?
-Ojeju, chodzimy do jednej szkoły!
-Świetnie-uśmiechnęła się- Idziemy razem?
-A-a co z rowerem?
-Będę go prowadzić. To żaden problem.
-Ojeju, aleś ty miła.
Mariko to ładne imię. Pierwszy waz widziałam tą dziewczynę. Ech.. Taka miła. Długo nikt dla mnie taki nie był. Mała śliczne długie włosy. Zawsze chciałam takie mieć.
Spędziłyśmy cały dzień, a raczej przerwy. Później jak zwykle wróciłam do domu. Dziś później bo o 17:00 . Stwierdziłam, że nie ma po co się starać. Przecież oceny to tylko cyferki..
Nie odrobiłam dziś lekcji. Tylko poszłam pod prysznic po czym udałam się spać. O 2:18 obudziła mnie mama wchodząca do domu. Tym razem wróciła później niż zawsze. Wiele później.
Weszła do pokoju, jak co noc, wieczór, zobaczyć czy jestem w domu.
Udałam że śpię, nie chciałam z nią rozmawiać, bo wiem że jest zmęczona. A zawsze kiedy może pyta się co w szkole.
Mama otworzyła okno, by wywietrzyć. Poszła do kuchni. Po około 10 minutach weszła z powrotem do pokoju, kładąc na biurku kanapki i zamykając okno. Wyszła, Zasnęłam.
Następny dzień nastał bardzo szybko.
Na dworze było zimno, bardzo gęsta mgła. Nie chciało mi się iść do szkoły. W sumie, nawet nikt mnie nie zmusza.
Nie, nie mogę tak robić, mama będzie zła.
Ubrałam się, wyszłam do szkoły z nadzieją że po drodze spotkam Mariko.
Minęły 2 tygodnie. Jest lepiej.  Mariko została moją najlepszą przyjaciółką, akurat dziś.
Tak się cieszę. Nareszcie nie jestem samotna.
Wracam akurat ze szkoły.
Po drodze, weszłam do sklepiku na rogu. Kupić chleb. Sklep jest tak beznadziejnie położony, że mama zawsze mi mówiła że mam uważać jak z niego wychodzę. Bo Auta tu szybko jeżdżą.
Usłyszałam pisk opon, ujrzałam chmury. I krew na betonie. Moja nieuwaga. Dopiero po chwili zorientowałam się co się stało. I poczułam ogromny, rozrywający ból. Dotknęłam swojej twarzy.
Dłonie całe z krwi, jakaś kobieta płacząca nade mną. Nic już nie słyszałam.

To tyle jeśli chodzi o pierwszą część. Mam nadzieję, że wam się podobała. Ciąg dalszy niedługo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz