Hejka ;-;
Muszę wam powiedzieć, że jutro wyjeżdżam do sanatorium, przez co nie będzie mnie około miesiąc. Ale mniejsza. Przejdźmy do opowiadania!
Obudziłam się w nieznanym mi łóżku.
Chwila.. Ostatnie co pamiętam, to płaczącą kobietę i wszystko brudne z mojej krwi. Już wiem co się stało.
-Obudziłaś się?-Odezwała się jakaś kobieta której wcześniej nie zauważyłam.
-Jak widać..-Powiedziałam z trudem. Okropnie bolało mnie gardło.
-Jeśli tu jesteś, to znaczy że jesteś duchem.
-Moment.. Co?
-Pamiętasz coś?
-Krew, dużo krwi i płaczącą kobietę.
-Wiesz, może wyjaśnię ci o co tutaj chodzi.. Otóż, jeśli już tu jesteś, jesteś duchem, nie musisz jeść i spać. Będziesz się błąkać tu póki nie zrobisz rzeczy, po którą tu przyszłaś.
Nikt tu nie pojawia się bez potrzeby. Reszty rzeczy sama się zorientujesz. Aha jeszcze jedno. Tu nie umierasz. Więc nie próbuj się zabić. Jak masz w ogóle na imię?
-Nazywam się Hisae Murata. -Cud że to pamiętam.
-Dobrze Murata, Ja już lecę. Mam dużo pracy.
-Czekaj!-Chciałam ją złapać, ale nie zdążyłam. Szybko znikła.
Wyszłam z budynku i zorientowałam się gdzie jestem. Był to opuszczony budynek na przeciwko mojej szkoły. Widziałam wychodzącą ze szkoły, Mariko. Płakała.
Podbiegłam do niej. Biegnę i się nie męczę. Życie ducha jest super. Nawet po wypadku, nie widać na moim ciele ani blizny.
-Mariko, tęskniłam za tobą!
Wyciągnęłam do niej ręce próbowałam ją objąć. Nie udało się. Czyżby ludzie nie widzieli duchów?
Podeszłam pod drzewo i podniosłam liść, urwałam kwiatek. Czyli potrafię podnosić przedmioty. Supi.
Postanowiłam, że przejdę się na miejsce wypadku. Choć wiem, że będzie to dla mnie trudne. W sumie, pojadę autobusem, skoro nikt mnie nie widzi, nie będę musiała płacić za bilet.
Wsiadłam do autobusu numer 436 i pojechałam. Po 15 minutach byłam na miejscu. Wysiadłam i zobaczyłam swoją mamę na schodkach pod sklepem. Również płakała.
Szybko do niej podeszłam, może w miejscu mojego wypadku ktoś mnie zobaczy? Choć w sumie nie wiem, czy byłoby to dobrze. Podeszłam do mamy i chciało mi się płakać. Ale nie umiałam. Duchy nie
potrafią wyrażać uczuć.
-Och.. Hisae. Dlaczego? Zawsze ci powtarzałam, że masz uważać gdy tędy chodzisz. Tęsknię za tobą tak bardzo, że aż mam wrażenie, że przy mnie stoisz.
-Mamo.. Kocham cię. Wiem, że mnie nie słyszysz. Ale tak rzadko ci to mówiłam.
Zrobiłam się smutna. Poszłam na spacer. Teraz czasu mam do woli.
Po godzinie chodzenia znudziło mi się to. Stwierdziłam, że powinnam spełniać swe marzenia. W końcu chyba tylko tak się stąd jakoś zmyję. Przecież nie mogę umrzeć.
Zawsze, jednym z moich licznych marzeń, było podróżować. Postanowiłam, że jeszcze dziś pójdę do domu, do szkoły, co to za problem skoro nikt mnie nie widzi?
Skierowałam się w stronę domu. Weszłam przez otwarte drzwi. Była godzina 19:00. Położyłam się w swoim łóżku i znowu zachciało mi się płakać. Byłam w tych samych ubraniach co w dzień wypadku.
Tylko że w czystych. Czarne Jeansy-rurki, i czarno-czerwona koszulka z mojego ulubionego zespołu- Motionless in white. Do tego moje ukochane glany. I po co ja opisuje swój ubiór?
Leżałam tak do rana. Przecież duchy nie śpią. Albo śpią kiedy chcą. Mi się nie chciało. Rano od razu poszłam do szkoły. W klasie panowało przygnębienie.
Jedna z osób, które najbardziej mnie obrażały siedziała w koncie i marudziła że to jego wina. Mówił, że pewnie auto mnie nie potrąciło, a sama pod nie wskoczyłam, by popełnić samobójstwo.
Usiadłam sama. Ale lekcja była tak nudna, że poszłam do klasy Mariko. Otworzyłam drzwi.
Jestem głupia.
Dziwię się dlaczego wszyscy patrzą się w moim kierunku. Przecież właśnie przeciąg otworzył drzwi. Usiadłam obok Mariko. Siedziała sama. Całe jej marginesy były zapisane w moje imię.
Ponownie zrobiło mi się smutno. Po lekcjach udałam się na samolot. Na samolot do kraju kwitnącej wiśni. Zawsze chciałam tam być. o 16:45 miałam samolot.
Wsiadłam do samolotu i odlecieliśmy. Zaczęłam tęsknić za mamą i za Mariko. Kilka godzin później, kiedy w Tokyo była 6:25 wysiadłam z samolotu.
Pierw poszłam się przejść. Japonia jest naprawdę cudowna. Nie mogę uwierzyć że tu jestem! To zawsze było moje marzenie! Jestem ciekawa dlaczego jeszcze nie znikłam.
Minęło chyba 10 lat. Nie liczę czasu jakoś szczególnie. Dobre jest to, że moje ciało się w ogóle nie zmieniło. A ubrania-Nie zabrudziły się.
Prze te 10 lat zdążyłam zwiedzić całą Japonię. Pora wracać do Polski.
Gdy wróciłam, zauważyłam, że wiele rzeczy się zmieniło. Ale minęło 10 lat. To było całkiem prawdopodobne.
Postanowiłam znowu się włóczyć.
Muszę wam powiedzieć, że jutro wyjeżdżam do sanatorium, przez co nie będzie mnie około miesiąc. Ale mniejsza. Przejdźmy do opowiadania!
Obudziłam się w nieznanym mi łóżku.
Chwila.. Ostatnie co pamiętam, to płaczącą kobietę i wszystko brudne z mojej krwi. Już wiem co się stało.
-Obudziłaś się?-Odezwała się jakaś kobieta której wcześniej nie zauważyłam.
-Jak widać..-Powiedziałam z trudem. Okropnie bolało mnie gardło.
-Jeśli tu jesteś, to znaczy że jesteś duchem.
-Moment.. Co?
-Pamiętasz coś?
-Krew, dużo krwi i płaczącą kobietę.
-Wiesz, może wyjaśnię ci o co tutaj chodzi.. Otóż, jeśli już tu jesteś, jesteś duchem, nie musisz jeść i spać. Będziesz się błąkać tu póki nie zrobisz rzeczy, po którą tu przyszłaś.
Nikt tu nie pojawia się bez potrzeby. Reszty rzeczy sama się zorientujesz. Aha jeszcze jedno. Tu nie umierasz. Więc nie próbuj się zabić. Jak masz w ogóle na imię?
-Nazywam się Hisae Murata. -Cud że to pamiętam.
-Dobrze Murata, Ja już lecę. Mam dużo pracy.
-Czekaj!-Chciałam ją złapać, ale nie zdążyłam. Szybko znikła.
Wyszłam z budynku i zorientowałam się gdzie jestem. Był to opuszczony budynek na przeciwko mojej szkoły. Widziałam wychodzącą ze szkoły, Mariko. Płakała.
Podbiegłam do niej. Biegnę i się nie męczę. Życie ducha jest super. Nawet po wypadku, nie widać na moim ciele ani blizny.
-Mariko, tęskniłam za tobą!
Wyciągnęłam do niej ręce próbowałam ją objąć. Nie udało się. Czyżby ludzie nie widzieli duchów?
Podeszłam pod drzewo i podniosłam liść, urwałam kwiatek. Czyli potrafię podnosić przedmioty. Supi.
Postanowiłam, że przejdę się na miejsce wypadku. Choć wiem, że będzie to dla mnie trudne. W sumie, pojadę autobusem, skoro nikt mnie nie widzi, nie będę musiała płacić za bilet.
Wsiadłam do autobusu numer 436 i pojechałam. Po 15 minutach byłam na miejscu. Wysiadłam i zobaczyłam swoją mamę na schodkach pod sklepem. Również płakała.
Szybko do niej podeszłam, może w miejscu mojego wypadku ktoś mnie zobaczy? Choć w sumie nie wiem, czy byłoby to dobrze. Podeszłam do mamy i chciało mi się płakać. Ale nie umiałam. Duchy nie
potrafią wyrażać uczuć.
-Och.. Hisae. Dlaczego? Zawsze ci powtarzałam, że masz uważać gdy tędy chodzisz. Tęsknię za tobą tak bardzo, że aż mam wrażenie, że przy mnie stoisz.
-Mamo.. Kocham cię. Wiem, że mnie nie słyszysz. Ale tak rzadko ci to mówiłam.
Zrobiłam się smutna. Poszłam na spacer. Teraz czasu mam do woli.
Po godzinie chodzenia znudziło mi się to. Stwierdziłam, że powinnam spełniać swe marzenia. W końcu chyba tylko tak się stąd jakoś zmyję. Przecież nie mogę umrzeć.
Zawsze, jednym z moich licznych marzeń, było podróżować. Postanowiłam, że jeszcze dziś pójdę do domu, do szkoły, co to za problem skoro nikt mnie nie widzi?
Skierowałam się w stronę domu. Weszłam przez otwarte drzwi. Była godzina 19:00. Położyłam się w swoim łóżku i znowu zachciało mi się płakać. Byłam w tych samych ubraniach co w dzień wypadku.
Tylko że w czystych. Czarne Jeansy-rurki, i czarno-czerwona koszulka z mojego ulubionego zespołu- Motionless in white. Do tego moje ukochane glany. I po co ja opisuje swój ubiór?
Leżałam tak do rana. Przecież duchy nie śpią. Albo śpią kiedy chcą. Mi się nie chciało. Rano od razu poszłam do szkoły. W klasie panowało przygnębienie.
Jedna z osób, które najbardziej mnie obrażały siedziała w koncie i marudziła że to jego wina. Mówił, że pewnie auto mnie nie potrąciło, a sama pod nie wskoczyłam, by popełnić samobójstwo.
Usiadłam sama. Ale lekcja była tak nudna, że poszłam do klasy Mariko. Otworzyłam drzwi.
Jestem głupia.
Dziwię się dlaczego wszyscy patrzą się w moim kierunku. Przecież właśnie przeciąg otworzył drzwi. Usiadłam obok Mariko. Siedziała sama. Całe jej marginesy były zapisane w moje imię.
Ponownie zrobiło mi się smutno. Po lekcjach udałam się na samolot. Na samolot do kraju kwitnącej wiśni. Zawsze chciałam tam być. o 16:45 miałam samolot.
Wsiadłam do samolotu i odlecieliśmy. Zaczęłam tęsknić za mamą i za Mariko. Kilka godzin później, kiedy w Tokyo była 6:25 wysiadłam z samolotu.
Pierw poszłam się przejść. Japonia jest naprawdę cudowna. Nie mogę uwierzyć że tu jestem! To zawsze było moje marzenie! Jestem ciekawa dlaczego jeszcze nie znikłam.
Minęło chyba 10 lat. Nie liczę czasu jakoś szczególnie. Dobre jest to, że moje ciało się w ogóle nie zmieniło. A ubrania-Nie zabrudziły się.
Prze te 10 lat zdążyłam zwiedzić całą Japonię. Pora wracać do Polski.
Gdy wróciłam, zauważyłam, że wiele rzeczy się zmieniło. Ale minęło 10 lat. To było całkiem prawdopodobne.
Postanowiłam znowu się włóczyć.
Mam nadzieję, że jest dobrze, jednak zauważyłam, że ostatnio pogorszyłam się w pisaniu.
Może za mało czasu na to poświęcam?
W sanatorium będę miała sporo czasu, więc mam nadzieję, że to wszystko jakoś nadrobię! ♥
Do zobaczenia w lutym!